wstecz


Wyprawa na Krym - maj 2006r.

foto

Wyjazd na Krym planowaliśmy chyba od roku, udało się - 30 kwietnia 2006r. jedenastoosobowa ekipa pociągiem relacji Warszawa - Przemyśl udała się do przejścia granicznego w Medyce, by tam wkroczyć na ukraińską ziemię. Wśród 11 osób było 5 studentów i 2 absolwentki Akademii Podlaskiej w Siedlcach, 2 osoby z Krakowa i 2 z Poznania. Po czterogodzinnym pieszym przekraczaniu granicy ok. pierwszej w nocy zamieniliśmy w pobliskich kantorach dolary na miejscową hrywnę i taksówkami udaliśmy się do Lwowa, by stamtąd rano wyruszyć w 24 - godzinną podróż do Symferopola na Krymie (1500 km).

foto

Kiedy wysiedliśmy z pociągu od razu przywitało nas piękne słońce, które - niestety - nie raczyło nas potem zbyt często swoją obecnością. Pierwsze 3 dni spędziliśmy w górach. Piesze wycieczki po szlakach, z plecakiem, który z każdym krokiem wydaje się coraz cięższy, to nie lada wyzwanie. Jednak widoki i możliwość obcowania z tutejszą naturą rekompensowały wysiłek. Nie obyło się bez przygód, drugiego dnia wędrówki dość wysoko na szlaku przyszła gęsta mgła, w której straciliśmy orientację, pobłądziliśmy i byliśmy zmuszeni rozbijać namioty w półmroku, gdzieś w nieznanej dolinie.

foto

Po górskich wojażach udaliśmy się do Bakczysaraju, dalej do Jałty, Sudaku, Nowego Świata i nad Zalew Siwasz, który wywarł na nas ogromne, ornitologiczne wrażenie. Miasta te odwiedziliśmy nie ze względów przyrodniczych, lecz by zwiedzić tamtejsze zabytki, zachwycić się urokami krymskiej kultury. Półwysep od stuleci był ulubionym miejscem wypoczynku rosyjskich władców, będąc miejscem wielu historycznych wydarzeń.

foto

Dobrze! Teraz o tym, co najważniejsze! O ptakach! W związku z tym, że przebywaliśmy w różnych biotopach (góry, morze, stepy, jezioro) udało nam się "zaliczyć" wiele ciekawych - nierzadko nowych dla nas gatunków. W górach oglądaliśmy dużo sokołów (pustułki, kobuzy, sokoły wędrowne). Z nowych gatunków wzrok przyciągały majestatyczne sępy kasztanowate, których w ciągu dnia oglądaliśmy kilka. Obserwowaliśmy także pustułeczkę, kurhannika, jeżyki alpejskie, białorzytki pstre, ślepowrony i czaple purpurowe. Wieczorami usypialiśmy przy nawoływaniach puszczyków, których melancholijne pohukiwania, były "lekiem na całe zło" po długim dniu wędrówki. Spośród innych sów słyszeliśmy także włochatkę i kilka syczków.

foto

Morze Czarne przywitało naszą wesołą gromadkę rybitwami: czubatymi i krótkodziobymi. Były też kormorany czubate. Jednak prawdziwe ornitologiczne emocje zaczęły się podczas podróży nad Zalew Siwasz. Już w trakcie jazdy pociągiem (ok. 20 minut) z okien zaobserwowaliśmy: kilkanaście dzierzb czarnoczelnych, żołny, czaple purpurowe, kilka szablodziobów, kilkanaście krasek, 15 kobczyków (takiego zagęszczenia ptaków drapieżnych jeszcze nie widziałem) - ten widok zapierał dech w piersiach i dobrze wróżył na niedaleką przyszłość.

foto

I tak właśnie się stało. Zalew Siwasz przywitał nas niezliczoną rzeszą ptaków (szacowaliśmy wszystkie siewki na 14 - 16 tysięcy osobników). Teraz o tym, co widzieliśmy na Siwasz i w okolicy, gdzie spędziliśmy trzy upojne, ornitologiczne doby: czaple nadobne; hełmiatki; kobczyki; bataliony; łęczaki; samotniki; bąki; brzęczki; biegusy: rdzawe, malutkie, małe, krzywodziobe, zmienne i płaskodziobe; ślepowrony; nur czarnoszyji; dzierlatki; rybitwy: białoczelna, białoskrzydła, czarna, popielata, białowąsa; turkawka i inne - trochę tego było! To gatunki niezwykle ciekawe, ale udało nam się zobaczyć też grupę bardziej egzotycznych stworzeń: warzęchy, ibisy kasztanowate, kalandry szare, dzięcioły syryjskie, orlice, rybitwy: wielkodziobe, krótkodziobe; kuliki mniejsze, szlamniki, kanie rude, szablodzioby (obserwowaliśmy kolonie lęgową ok. 80 - 100 osobników, część ptaków siedziała na gniazdach); szczudłaki, mewy: czarnogłowe i cienkodziobe; świergotki rdzawogardłe, białorzytki płowe, sieweczki morskie i niezwykle sympatycznie wyglądające stado 30 pelikanów różowych. Nie ukrywam, że ze względu na pogodę ominęło nas niestety oglądanie gatunków stepowych, na które liczyliśmy najbardziej (kulony, żwirowce, żurawie stepowe), cóż może następnym razem...

foto

Wieczorami po intensywnie spędzonym dniu siadaliśmy przy ognisku i koiliśmy nasze dusze "Sonetami Krymskimi" Mickiewicza, jednak mimo tego cały czas odczuwaliśmy tęsknotę za ojczyzną.

foto

W ciągu tych dwóch tygodni przygód było, co niemiara i choć czasem chciało się wyrzucić plecak wprost do morza, bo ramiona odmawiały posłuszeństwa, uśmiech nie opuszczał naszych twarzy. Byliśmy zadowoleni z wyjazdu i teraz wspominając, wzdychamy - to był dobry czas!!!

foto

Tekst: Marcin Łukaszewicz
Zdjęcia: Radosław Kozik, Robert Hybsz


wstecz




* Zapraszamy do udziału w pracach Koła *
* Wszelkie zapytania prosimy kierować na e-mail: skno-ap.siedlce@wp.pl *

* *


Autor strony - vatson 2007
Wszelkie prawa zastrzeżone